A może nad morze z książką 2018 - relacja


Kiedy w zeszłym roku poszłam tam po raz pierwszy, jedno wiedziałam na pewno. Że będę chciała wrócić. Dlatego, gdy w kwietniu otrzymałam morski bilet - czyli przepustkę na spotkanie blogerów, autorów i innych miłośników książek w Sopocie byłam przeszczęśliwa.


Zdjęcie dzięki uprzejmości selfie sticka Doroty - Przeczytanki ;)


Tegoroczne spotkanie podobnie jak rok temu poprzedziła moja akcja głośnego czytania. Tym razem czytaliśmy na trawie. Znów książkę Wydawnictwa Oficynka i znów z udziałem autora. Tym razem w rozbrzmiał Syndykat Artura Ubertowicza.

Czytałam ja, czytał autor, czytali uczestnicy, a nawet zwerbowana prosto z parku ochotniczka ;)

Autor czyta, a ja werbuje przechodniów

A potem przeliśmy do sedna i stałych punktów spotkań z cyklu A może nad morze? Z książką! Była więc wymiana książek, zbiórka na cel charytatywny, test, który tym razem polegał na dopasowaniu autora do stworzonego przez niego bohatera - dużo prostszy niż rok temu, ale to nie znaczy, że łatwy ;), loteria fantowa (zgarnęłam kubek) i wręczanie pakietów prezentowych. A przede wszystkim ROZMOWY! O książkach i nie tylko. Spotkanie, z tymi których nie widzieliśmy dawno albo jeszcze nigdy na żywo. Szczególnie cennym doświadczeniem jest spotkanie z autorami, z którymi możemy pogadać na luzie, wypić z nimi kawę.


Z Ulą  z Pełen Zlew i Martą z Rudym SpojrzeniemFot. Karolina Ćwik

Z Natalią, szukamy reszty grupy do testu .Fot. Karolina Ćwik


Buszuję przy wymianie



Ja w tym roku bardzo czekałam na spotkanie z Jolą Świetlikowską - właścicielką wydawnictwa Oficynka, współpracujemy już od jakiegoś czasu, mejlujemy, mieszkamy w tym samym mieście, ale jakoś okazji do spotkania nie było. Aż wreszcie odbywa się A może nad morze! A że w działanie wydawnictwa zaangażowana jest także moja cudowna, kochana Ula z Pełen Zlew to i ona była tam obecna po raz pierwszy. A z kolei na spacer, który odbył się dzień później dotarła jeszcze Olcia, Wiosenna Czarownica. I jak tu nie kochać organizatorów, skoro parafią zmobilizować rozrzucone po rożnych częściach kraju i internetu przyjaciółki do spotkania w realu :*. Znaczy akurat te dwie wredne jędze z fotografii poniżej mieszkają blisko siebie, ale za daleko ode mnie!




A propsos spaceru. Pisałam już też na Facebooku, że tegoroczne A może na d morze to właściwie to złożona, dwudniowa impreza: od głośnego czytania poprzez spotkania w Zatoce Sztuki do Literackiego Spaceru tropem Barnaby Uszkiera, bohatera książek Agnieszki Pruskiej.


Panie Komisarzu. Poddaję się. Przyznaję, to ja napisałam te książki. Czyli Agnieszka Pruska w akcji
Nie ma mnie, gdyż robiłam zdjęcie ;)


Moja piękna Łucja :* Była też na spacerze


Podsumowując. Mówię Wam, tam jest taka atmosfera, że tego nie da się opisać. To daje taką energię jak cztery kawy albo kilka dni urlopu. Zresetowałam się, zchilloutowałam  i w ogóle jak tylko sobie to przypomnę to od razu mam uśmiech na twarzy.  Dlatego  chciałam złożyć pokłony do samej ziemni dla Oli z Aleksandra czyta, która ogarnęła to wszystko. Jesteś wielka! Oraz dla Zuzy i Alana też, ale oni w tym czasie mieli ważniejsze sprawy. A właściwie jedną - na imię jej Inez, która przyszła na świat właśnie jakoś w okolicach spotkania. Gratulacje!!



Podziękowania też oczywiście dla sponsorów. A na blogu jest już pierwsza recenzja książki, którą otrzymałam - "Armagedon dzień po dniu" ;) Polecam!




Dziękuję! I jakby ktoś pytał za rok chcę być tam znowu!

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie spotkania. Może w przyszłym roku uda mi się tam przybyć :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To było moje szóste spotkanie i ciągle mam niedosyt a na drugi dzień po spotkaniu już za Wami wszystkimi tęsknię 😀

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe spotkanie. Na takich spotkaniach poznaje się świetnych ludzi i odnajduje wiele inspiracji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne wydarzenie. Szkoda, że mieszkam daleko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajne są takie spotkania, kiedyś częściej się na takie zapisywałam teraz brakuje mi czasu :(

    OdpowiedzUsuń