Jaśminowa Saga. Czas gniewu, Anna Sakowicz

 

Musiało minąć trochę czasu zanim po lekturze mogłam przysiąść na spokojnie i nakreślić kilka słów o tej książce. Tuż po przeczytaniu emocje były jeszcze zbyt silne, zbyt świeże, zbyt bolesne, by się nimi dzielić.

Mówiłam już kilka razy, że literatura wojenna, którą czytałam w liceum jako lektury szkolne wywołała we mnie traumę tak silną, a opisywane w nich wydarzenia tak bardzo mną wstrząsnęły, że naprawdę ciężko było mi dobrowolnie sięgać po książki opisujące tamten okres. Opisujące taki ogrom cierpienia, niesprawiedliwości, nieludzkich zachowań…



 

Anna Sakowicz jednak przekonała mnie podstępem – pisząc pierwszy tom Jaśminowej Sagi. Po tym, jak zapoznałam się z historią rodziny, jak polubiłam bohaterki, jak odkrywałam Gdańsk czasów międzywojennych i jak wciągnęłam się w tę historię – autorka napisała kontynuację. I jak pierwsza część kończyła się wybuchem II wojny światowej, tak druga nim zaczęła. A ja zaczęłam czytać wiedząc, że nie będzie to łatwa lektura.

I tu nie trzeba wiele mówić. Chociaż postacie wykreowane przez autorkę nie są prawdziwe, to ich losom bliżej do prawdy niż fikcji. Anna Sakowicz korzystała z wielu źródeł i relacji, konsultowała się w sprawach historycznych. A potem wydarzeniami z tamtych lat i doświadczeniami osób, które przeżyły wojnę „obdzieliła” swoje bohaterki i bohaterów. I znów przypomniały mi się „Medaliony”, „Opowiadania Borowskiego”, „Rozmowy z katem”…

Z tego ogromu emocji – a wierzcie mi – wypływają z każdej kartki tej książki, z każdego zdania – najbardziej wyłania się jedna. Nie, nie smutek czy lęk, choć też były i tak mogłoby się wydawać. Według mnie to tęsknota. Tęsknota za bliskimi, których wojna rozrzuciła po świecie, tęsknota za zmarłymi. Tęsknota za tym co było, za bezpieczeństwem, za ciepłym posiłkiem, za domem. Tęsknota, która determinuje i wywołuje inne emocje, często skrajne – nadzieję i poczucie bezsilności, chęć do walki o życie i rezygnację. No i tytułowy gniew.

To jest też ten moment, aby wspomnieć, że poza potężnym researchem, Anna Sakowicz nie zapomniała o innych ważnych aspektach książki. Świetna kreacja i przemiana postaci, szczególnie Julii Jaśmińskiej, jest tu kolejnym sposobem na ukazanie tragedii tamtych lat.

Na uznanie zasługuje także spójność fabuły. Niby oczywiste, ale z pewnością niełatwe. Wszak to saga, rodzina się rozrasta, dodatkowo została rozdzielona więc opisywanie losów poszczególnych osób i zachowanie w tym wszystkim porządku jest naprawdę godne podziwu. Pochwalę też za to, na co wskazywałam przy recenzji pierwszego tomu: topografię i szczegóły dotyczące Gdańska i piękny język, który sprawiał, że blisko sześćset stronicową książkę chłonęło się, a nie czytało, a przypomnę emocjonalnie łatwo nie było.

Wydarzenia z książki dotarły aż do 1968 roku, więc członkowie rodziny Jaśmińskich doświadczyli też życia we wcale niełatwiejszych komunistycznych czasach, choć dały im, ale i czytelnikowi nieco czasu na uspokojenie emocji.

Podsumowując „Jaśminowa Saga. Czas gniewu” to pełna smutnych wydarzeń, ale wciąż piękna i po prostu bardzo dobrze napisana książka. Aniu, dziękuję i już czekam na więcej.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Poradnia K Przeczytaj też recenzję: Jaśminowa Saga. Tom I. Czas grzechu.

1 komentarz:

  1. 600 stron! Chyba bym nawet nie wziął do ręki, więc gratuluję wysiłku czytelniczego. ;)

    OdpowiedzUsuń