Koszmar arabskich służących, Marcin Margielewski - recenzja + link do rozmowy

To nie moje klimaty - myślałam za każdym razem, gdy widziałam książki Marcina Margielewskiego. A prawda jest taka, że zwyczajnie bałam się po nie sięgnąć. Bo wiedziałam, że przedstawione w nich historie są wstrząsające, a bohaterki - cierpią. Do lektury zmotywowała mnie propozycja poprowadzenia spotkania z autorem w Bibliotece Gdynia. Więc przeczytałam. I moje obawy okazały się słuszne. "Koszmar arabskich służących" to mocna lektura. Oczywiście fakt, że książka porusza nas do głębi, bynajmniej nie oznacza, że nie warto jej czytać. Jest dokładnie odwrotnie. Ale musicie się przygotować, że nie da wam spać po nocach i na długo zajmie wasze myśli.




„Koszmar arabskich służących” to historie kobiet, które wyjechały do pracy do krajów arabskich, gdzie – rzekomo, by gwarantować prawa imigrantom zarobkowym wprowadzono system kafala. Ale zestawienie go ze słowem „prawo” to oksymoron.

„Kafala jest w praktyce po prostu skodyfikowaną formą niewolnictwa, bo pracodawca staje się de facto właścicielem swojego pracownika. Ma prawo kontrolować jego życie, nie obowiązują go żadne zasady dotyczące limitów pracy, może zatrzymać jego dokumenty i zakazać mu opuszczania domu lub miejsca, które dla niego wyznaczył.” s. 7

Kiedy czytałam „Koszmar...” przyszło mi na myśl określenie „reportaż pudełkowy” lub „szkatułkowy”, chociaż mówi się tak raczej o powieściach. Z kolei dziennikarskie doświadczenie autora nie pozwala mu jednoznacznie nazywać swoich książek reportażami, bo, jak podkreśla, nie ma możliwości weryfikacji wszystkich opowiedzianych mu historii.

Mniejsza o gatunek, ale taka właśnie jest konstrukcja tej książki. To historia opowiedziana w historii, a w niej jeszcze kolejna. Jak matrioszki wychodzą jedna z drugiej, ale kolejna wcale nie jest mniejsza od poprzedniej, nie mniej ważna, nie mniej przerażająca. 

Główną rozmówczynią Marcina Margielewskiego jest Eka. To ona przedstawia nam historię swojej mamy, która z kolei opowiada o losach swojej siostry i innych kobiet. O arabskich służących. O niewolnictwie.  

Nie będę przytaczała konkretnych przykładów, zdradzała wam wątków, które znajdziecie w książce. Z tym i ze swoimi emocjami musicie zmierzyć się sami czytając. Dość powiedzieć, że służące w arabskich domach są bite, poniżane, głodzone, gwałcone. 

Tym, co boli, zasmuca najbardziej jest fakt, że bardzo często oprawczyniami są kobiety. Na próżno szukać tu kobiecej solidarności. Czasem są to panie domu, nazywane przez służące madame – stojące na straży tamtejszych tradycji i w niezrozumiały dla nas sposób chroniące ogniska domowego. Ale bywa i że inne służące...

„Było jasne, że Sadia nigdy nie stanie po jej stronie. Sama była w nie lepszej sytuacji. Zapewne przeżyła w tym domu swoją porcję upokorzeń i cierpienia, ale radziła sobie z tym w najgorszy możliwy sposób – pławiąc się w nieszczęściu innych” s. 196

Podwójny tragizm tych historii jest taki, że kobiety, które zdecydowały się wyjechać nie miały innego wyjścia. Mogły zostać i patrzeć, jak ich bliscy umierają z głodu – i nie - to nie jest przesadzone lub wyjechać, by zarobić ryzykując niewolniczą pracą. Potrójny - że niektóre z nich właśnie w swoich domach doświadczyły przemocy, odtrącenia albo padały ofiarą tamtejszych tradycji, w których definicja szczęśliwego życia jest daleka od tej znanej nam...

„Rozdziewiczona, mizerna w posturze, trzynastoletnia rozwódka nie miała najmniejszych szans na to, by w przyszłości ułożyć sobie życie. Kochający rodzice nie mogli sobie na to pozwolić”. s. 142

Więc wyjechały i przeżyły koszmar. Jeśli przeżyły. Bo znane są przypadki śmierci, jak historia Joany Demafelis, którą znaleziono w zamrażacie w domu jej „pracodawców”. Wcześniej zgłosili jej zaginięcie. 

Na tym właśnie polega paradoks kafali, że państwo interesuje się służącymi tylko wtedy, kiedy któraś z nich – najprawdopodobniej nie mogąc znieść dłużej tortur - ucieka, a rozzłoszczony właściciel to zgłasza. Wtedy za karę za swoje nieposłuszeństwo są aresztowane i deportowane. Ale część z nich się nigdy nie znajduje. No chyba że w zamrażacie… Rzekome ucieczki bywają więc przykrywką morderstw.

Skojarzyło mi się to z testem na czarownice w średniowieczu – jak nie utonie to czaruje i skazujemy ją na śmierć, jak utonie to znaczy ze jednak czarownicą nie była. Marna dla niej to pociecha, skoro już nie żyje.

W książce jest i pokazana rodzina, która dba i troszczy się o swoją służbę. Traktuje ich jak swoich pracowników, a nie własność, odnosi się do nich z szacunkiem. To, co uderza w tym wątku to fakt, że liberalnego podejścia do kultury i tradycji arabskiej takich pracodawców często nie akceptują nawet ich bliscy - rodzice i rodzeństwo. To może prowadzić do smutnej refleksji, że to wyjątek potwierdzający regułę. Nie potwierdzają tego statystyki. Co roku do pracy w krajach arabskich wyjeżdżają setki tysięcy osób. A według oficjalnych danych z różnych ambasad – w ramach wyjazdów w systemie kafala na całym Bliskim Wschodzie odnotowano 7 tysięcy śmierci od lat siedemdziesiątych. Ok, procentowo to wciąż mniejszość. Ale marne to pocieszenie. To 7 tysięcy ludzi. Siedem tysięcy! I z tym was zostawię.


„Koszmar arabskich służących” to siódma książka o tematyce arabskiej Marcina Margielewskiego i druga z serii Niewolnicy. Pierwszą były „Modelki z Dubaju”, trzecia ukaże się jeszcze w tym roku i w tajemnicy powiem wam, że tym razem bohaterami będą mężczyźni.

Tutaj znajdziecie wideo ze spotkania, które prowadziłam z Marciem w Bibliotece Obłuże w Gdyni: 

https://www.facebook.com/BibliotekaGdynia

I kilka fotek ze spotkania:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz