Moje spotkanie z Jakubem Żulczykiem

Kolejne spotkanie w tym miesiącu, kolejne w czwartek, kolejne w Bibliotece Śródmieście i kolejne z Jakubem ;) Tym razem Żulczykiem.  Chociaż jego najnowsza książka to "Wzgórze psów", to nasza rozmowa, skupiła się, co pewnie nikogo nie dziwi, na "Ślepnąć od świateł".

Rozmawialiśmy i o książce, i o serialu. Zapraszam na relację. Dowiecie się, dlaczego głównym bohaterem jest diler, skąd wzięła się postać Pioruna i jakim językiem mówi dzisiaj młodzież. A na końcu kilka niespodzianek.







Jakuba Żulczyka poznaliśmy najpierw jako autora książek, potem mieliśmy okazję oglądać serial Belfer, do którego napisał scenariusz. Przy "Ślepnąć od świateł" tworzył scenariusz na podstawie własnej książki. Co będzie następne? Książka na podstawie filmu? Kuba powiedział, że dostał taką propozycję - by napisać książkę na podstawie Belfra, ale uznał, że tak się nie robi, nie widział w tym sensu.

Zapytałam o to, czy mu teraz bliżej do pisania książek czy scenariuszy. Autor odpowiedział, że robi te rzeczy jednocześnie, bo póki co ładnie mu się to zgrywa, ale przyznał, że chciałby je rozdzielić. Zwrócił też uwagę, że choć z pozoru zajęcia te wyglądają na podobne, są całkiem różne. Podkreślał, że serial to składowa prac wielu osób.

Patrząc z boku, nie są odległe, bo to jest wciąż schylona osoba, klepiąca w komputer i niszcząca sobie kręgosłup, ale tak naprawdę to są zupełnie różne zajęcia. Przede wszystkim, jak się pisze książkę, to się przygotowuje dzieło, nazwijmy to górnolotnie, obiekt kultury, za który się ponosi odpowiedzialność artystyczną. Natomiast ze scenariuszem tak nie jest, bo scenariusz jest dokumentem, jest surowcem, z którego potem powstaje dzieło. Dziełem jest obraz, a scenariusz jego elementem.

Wielu autorów mówi, że nie czytują swoich książek albo o poczuciu żenady lub chęci poprawienia. Gdy zapytałam Jakuba Żulczyka, jak ogląda się swój własny serial otwarcie powiedział, że fajnie i że robił to kilkukrotnie, ale jednak więcej nie zamierza :)

Wyjaśnił też skąd rozbieżność w imionach bohaterów w książce i serialu. Dlaczego w książce główny bohater to Jacek, a w książce Jakub? Bo w książce też był Jakub, ale kiedy autor przed wydaniem wysłał ją do przeczytania koledze po fachu, a był nim Szczepan Twardoch, to od niego dowiedział się, że tak się nie robi. Nie daje się głównemu bohaterowi swojego imienia. I już. Posłuchał rady doświadczonego kolegi i do wydawnictwa wysłał już poprawione imiona. Ale wersję z Kubą znał też już Krzysztof Skonieczny, reżyser serialu i powiedział, że nie ma opcji, nic nie zmienia.

Bardzo interesowało mnie zjawisko przenikania fikcji z rzeczywistością. Piosenka i klip "Od braci dla braci", która powstała na pożytek serialu zdobywa rekordy popularności w sieci, a słuchacze/widzowie domagają się kolejnych utworów (i doczekują się ich). Żulczyk opowiadał o kulisach tworzenia postaci Pioruna i tego jak "inspirowali się" bardzo różnymi przedstawicielami muzyki hiphopowej.

Bardzo dużo aspektów i pomysłów wokół tego serialu wynikało z tego, że ja i Krzysztof Skonieczny pisząc ten scenariusz wpadaliśmy na tysiąc głupich pomysłów i mieliśmy, jak to młodzież mówi, straszną bekę. I mnóstwo pomysłów jest wynikiem naszego rozgorączkowanego poczucia humoru i tego, że na przykład przez osiem, dziesięć godzin próbowaliśmy coś wymyślić przy tym scenariuszu. I im bardziej byliśmy zmęczeni, tym popadaliśmy w większe rejony psychodelizacji i bardzo dużo tego weszło do scenariusza, zwłaszcza tych powiedzonek 

Sięgnęliśmy do czeluści internetu i (...) trafialiśmy na takie teksty jak "la vida loka, na stole koka, papapa"


Do świata rzeczywistego przeniknęła też linia ubrań SZTYWNIUTKO. Jakub zaznaczył, że dochód z ich sprzedaży przeznaczony jest na MONAR.

Rozmawialiśmy również o Warszawie, nie jako miejscu, a jako bohaterce książki. Jakub powiedział, że już dawno miał taki zamysł, by Warszawa jako miasto grała pierwsze skrzypce. Napisał nawet krótkie opowiadanie i to ono było pierwowzorem "Ślepnąć od świateł". Dopiero potem zastanawiał się, jaka postać mogłaby być bohaterem książki, która pokaże, tę mroczną, nocną Warszawę. Dostawca pizzy? Taksówkarz? Aż nagle przyszło olśnienie, że diler. I stąd wziął się Jacek/Kuba.



Potem były pytania z publiczności i najbardziej zapadło mi w pamięć to pytanie czy Kuba i Krzysztof Skonieczny są świadomi tego (lub czy mieli takie zamierzenie), że powiedzonka z książki i serialu przechodzą do języka potocznego. Chłopak, który o to zapytał zauważył, że starsze pokolenia rozmawiają ze sobą tekstami z "Misia", kolejne z "Chłopaki nie płaczą" czy "Poranku Kojota", a teraz mówią językiem "Ślepnąć od Świateł". Ponoć gdzieś pod zdjęciem Jana Frycza na Facebooku pojawiają się komentarze:

Czy napiją się panowie wódeczki?
Tu znowu Kuba opowiadał, że te teksty powstały na spontanie i przy dużej zabawie.

Jakub Żulczyk to równy chłopak, bez nadęcia. Jeśli będziecie mieli okazję się z nim spotkać, polecam gorąco. A na koniec obiecane niespodzianki. W trakcie spotkania był live, więc całość możecie zobaczyć tutaj. Polecam oglądać od około 6 minuty. Wcześniej jestem tylko ja :)

Mam też dla was garść zdjęć i niespodziankę.. Zrobiłam mema, a co! Niech to będzie taka nowa, świecka tradycja :)

Autorem zdjęć jest Monika Konkel z Biblioteki Gdynia













7 komentarzy:

  1. Wow! Super :) Pozazdrościć takiego spotkania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm.... własnie sobie uświadomiłem, że jeszcze nigdy nie spotkałem... prawdziwego pisarza! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny artykuł...a serial rewelacyjny.

    OdpowiedzUsuń
  4. ale fajny pomysł na sprawozdanie z takiego spotkania autorskiego. (chociaż i tak najlepsze jest na żywo - wiadomo) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wstyd przyznać, ale nie znam tego autora,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Tyyy, nie mów, że nie słyszałaś o "Ślepnąc od świateł"! :D

      Usuń
  6. Bardzo lubię czytać takie sprawozdania zwłaszcza że rzadko mam okazje iść na takie autorskie spotkania

    OdpowiedzUsuń