Rozmowa na stojąco i z przysiadami, czyli spotkanie z Katarzyną Puzyńską w Bibliotece Gdynia

Zawsze musi być ten pierwszy raz. Ten, o którym piszę teraz przeżyłam w czwartek, 11 kwietnia z Katarzyną Puzyńską. I nie chodzi o to, że pierwszy raz prowadziłam spotkanie z tą autorką, choć to prawda. To było pierwsze moje spotkanie, które prowadziłam... na stojąco.  Choć słysząc tę propozycję początkowo usiadłam z wrażenia, tym bardziej, że Kasia wspomniała coś o robieniu przysiadów ;)



Tym razem w cyklu komiks z autorem (autorką) nieco dystansu do siebie ;)

Spotkanie w Bibliotece Śródmieście odbyło się w ramach trasy promującej dziesiąty tom z cyklu o Lipowie - "Rodzanice". Autorka jechała do Gdyni samochodem przez pięć godzin i jak stwierdziła,  już się nasiedziała. Prowadziłam na stojąco imprezy, ale spotkanie autorskie? Spotkanie prowadziłam na przykład siedząc na trawie (z Agnieszką Pietrzyk podczas spaceru literackiego) na scenie kinowej z trzystu osobową publicznością (z Marią Sadowską w Elblągu) lub poza sceną, bo już się na niej nie zmieściłam (debata o książce w sieci w Bibliotece z Pasją), ale siedząc.

Jak to mówią jeść lepiej na stojąco, bo więcej wejdzie, czy w tym przypadku uda się zadać więcej pytań?

Chyba tak, bo zapytałam o wszystko, o co planowałam. Albo prawie wszystko. Najbardziej, odkąd tylko usłyszałam o Lipowie, zastanawiam się dlaczego autorka nie zdecydowała się na użycie prawdziwej nazwy miejscowości. Bo ta wymyślona miejscowość ma swój pierwowzór - Pokrzydowo niedaleko Brodnicy.
Podejrzewałam, że to trochę dlatego, że chciała pozwolić sobie na więcej fantazji, ale i z obawy, że mieszkańcy wioski utożsamialiby się z bohaterami, doszukiwaliby się w nich swoich historii. I tak właśnie było, choć jak przyznała Katarzyna Puzyńska, dziś wszyscy żałują, że to jednak nie prawdziwe Pokrzydowo zaistniało w książce. Ale i tak jest sławne. Dbają o to między innymi organizatorzy Zlotu fanów Katarzyny Puzyńskiej. Okazało się też, że w okolicy naprawdę jest Lipowo.

Uzyskałam też odpowiedź na pytanie, które nurtowało mnie, gdy czytałam Motylka. Zastanawiałam się, jak w takiej małej miejscowości może działać tak prężnie działający posterunek z taką liczbą policjantów. I okazało się, że takie miejsca istnieją. Nie a Pokrzydowie, ale obok i też w bardzo małej mieścinie.

I oczywiście ciekawiło mnie dlaczego Katarzyna Puzyńska przemyca Mitologię Słowiańską do swojej twórczości. Ona również uważa, że o naszej słowiańskiej mówi się zdecydowanie za mało, podczas, gdy o greckiej i rzymskiej uczymy się w szkole. Uwielbiam tę babkę, no ;)

Rozmawiałyśmy też o policji. Katarzyna Puszyńska jest autorką dwóch książek o policji. Są to wywiady z funkcjonariuszami na temat ich pracy. Nie będę się tu rozpisywać o treści, bo recenzja pierwszej części "Policjanci. Ulica" wisi na blogu, więc odsyłam do niej, a drugą, dotyczącą policjantów pracujących bez munduru (czyli śledczych itp.) też już przeczytałam i opinia pojawi się lada chwila.

Autorka darzy policjantów dużym szacunkiem, podkreśla, że robią kawał dobrej roboty. Wspiera też Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach - połowa dochodu z jej policyjnych książek idzie właśnie na ten cel, a niedawno ruszyła z aukcją #NIEBIESKIM, w której znane i nieznane osoby przekazują na licytację różne przedmioty :)

Pozwoliłam sobie też na odwieczne pytanie z książkowych grup facebookowych. Czy serię trzeba je czytać po kolei? I w jakiej kolejności ;)

A nagranie z całego spotkania jest wciąż dostępne na fan page Biblioteki Gdynia.






2 komentarze:

  1. Znam te spotkania z Kasią na stojąco. Na ostatnim stałam z autorką prawie dwie godziny. Niezapomniane wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Wiola, że dla mnie to był totalny szok :) Ale bardzo pozytywnie było.

      Usuń